7 zasad szczęśliwego związku

Śmiało można powiedzieć , że szczęście w relacji damsko-męskiej jest nieprzewidywalne i kruche jak pogoda w maju: jeśli jest dobrze, to wcale nie znaczy, że jutro też będzie. Jeśli wieje chłodem, to niby może być lepiej, ale generalnie nikt w to za bardzo nie wierzy i raczej liczy się to, żeby przetrwać, ewentualnie wrzucić na walla “Wyjątkowo zimny maj” Maanamu. W tym kontekście nie dziwi, że tzw. “szczęście w związku” to legendarny Święty Graal, za którym uganiają się wszyscy, od prawa do lewa i pod każdą szerokością geograficzną. Tymczasem statystyki rozwodowe nie pozostawiają złudzeń: albo szukamy źle, albo w złym miejscu. Święty Graal spoczywa bowiem w katedrze w Walencji. Na szczęście, można go też znaleźć poniżej!   Zatem zdejm kapelusz i uklęknij na jedno kolano.

OTO 7 ZASAD, KTÓRE POMOGĄ CI WYPRACOWAĆ (TAK, TAK!) SZCZĘŚCIE W TWOIM ZWIĄZKU: 

PO PIERWSZE: SZANUJ

Szacunek jest warunkiem sine qua non relacji partnerskiej, po prostu. Może go nie być w innych relacjach (zależności, poddaństwa itp.), ale w zdrowym i szczęśliwym związku nie ma odstępstwa od tej reguły. Co istotne, szacunek jest tak samo ważny, niezależnie od tego, czy przyjmujemy go, czy nim obdarzamy. To, że nikt nie lubi być traktowany z lekceważeniem jest tak oczywiste, że nawet nie ma sensu tego tłumaczyć. Ale czy nie zaskoczy Cię, jeśli powiem, że nie szanując osoby, z którą jesteś, krzywdzisz sam siebie? Brak szacunku działa jak filtr optyczny i pozbawia Cię możliwości dostrzegania wartości w Twoim partnerze, a tym samym pozbawia Cię możliwości cieszenia się nimi. 

    PO DRUGIE: ROZMAWIAJCIE. O WSZYSTKIM

    Nic tak nie buduje związku, jak komunikacja, posiadająca, a jakże, swoje zasady, zasługujące na odrębny, niekrótki wpis, który na pewno się tutaj pojawi. Generalnie możecie rozmawiać o czymkolwiek, bo i tak najważniejsze jest JAK to robicie. A jak trzeba? Przede wszystkim często. Komunikując, mów o swoich uczuciach i oczekiwaniach, ale nie oceniaj i nie interpretuj intencji drugiej strony, zanim sama Ci o nich nie powie. No i słuchaj. Nawet, jeżeli wydaje Ci się, że Twoja wersja zdarzeń to absolutna prawda, pamiętaj, że Twojemu partnerowi też się tak wydaje. Dlatego zazwyczaj nie ma sensu walczyć o zwycięstwo Twojej subiektywnej racji – lepiej zawalczyć o zrozumienie i o Waszą zgodę. 

    PO TRZECIE: MIEJ REALNE OCZEKIWANIA

    Realistyczne spojrzenie pozwala uniknąć wielu rozczarowań i napięć w związku. Oczywiście, w początkach relacji, kiedy targa nami rozpaczliwe zakochanie, widzimy wszystko w różowych barwach i gdyby ktokolwiek próbował nas przekonać, że wkrótce pojawią się problemy, zamiast posłuchać raczej zrzucilibyśmy go ze schodów. Jednak z czasem różowy pył opada, a proza życia zaczyna na nas łypać kaprawym oczkiem. Co wtedy?! Wtedy właśnie zaczyna się miłość. I związek, który jest nieustannym szukaniem kompromisów pomiędzy dwiema, świadomymi swoich ograniczeń i zupełnie nieidealnymi osobami. 

    PO CZWARTE: ŻYJ I POZWÓL ŻYĆ

    W psychologii mówimy czasem o relacji zlanej, czyli o sytuacji specyficznego uzależnienia od drugiej osoby, będącej dla nas osią świata, wokół której orbitujemy, zapominając o własnej odrębności. Jest to rzecz tyleż częsta, co niebezpieczna, bo taki związek ma przed sobą z grubsza dwie ścieżki rozwoju: albo wyewoluuje w stronę niezdrowej dominacji, bo kręcąc się wokół swojego partnera, chcąc nie chcąc, dajemy mu nad sobą absolutną władzę; albo rozpadnie się z hukiem, bo coraz ciaśniejsze kręgi, które zataczamy wokół naszego ukochanego, zwyczajnie go uduszą. Tymczasem nic tak nie podsyca ognia w związku, jak odrobina… powietrza. I dystansu, który pozwala nam rozwijać nasze pasje, zainteresowania i po prostu wzrastać, przez co stajemy się atrakcyjniejsi dla naszych parterów i, a może przede wszystkim, szczęśliwsi. 

    PO PIĄTE: WSPIERAJCIE SIĘ

    W zdrowej relacji partnerzy dzielą ze sobą swoje radości i troski,  zachowując przy tym, dobrze pojętą, odrębność. Innymi słowy: kiedy odnoszą indywidualne sukcesy, cieszą się nimi oboje; kiedy przechodzą trudności, wspierają się, ale nie wyręczają w wyzwaniach rozwojowych, jakie stawia przed nimi życie. 

    PO SZÓSTE: CIESZCIE SIĘ Z MAŁYCH RZECZY

    Internet powiada, że co raz się zobaczyło, nie da się odzobaczyć. Dotyczy to niestety także komedii romantycznych. Możemy nimi pogardzać, ale kto z nas nie widział chociaż jednej? Tym samym: kto z nas nie posiada z tyłu głowy fermentującego przekonania, że prawdziwa miłość to tylko taka, w której Leonardo di Caprio na końcu tonie. Tymczasem Twój prywatny Leonardo di Caprio, po ośmiu godzinach pracy w biurze, raczej nie pójdzie popływać w Atlantyku, a jedyny heroiczny gest na jaki będzie go stać, to przemilczenie przesolonych ziemniaków. To może frustrować, jeśli żyje się nadzieją na realizację scenariuszy filmowych we własnej historii. Ale nie powinno, jeśli umie się doceniać małe rzeczy i patrzeć na życie realistycznie, a na swojego partnera – z wyrozumiałością. 

    PO SIÓDME: NAUCZ SIĘ PRZYZNAWAĆ DO BŁĘDU

    Chociaż wszyscy popełniamy błędy, umiejętność przyznawania się do nich stanowi dziwnie rzadki, egzotyczny wręcz zasób. Sęk w tym, że idąc w zaparte wcale nie przysłużamy się swojemu wizerunkowi, który tak rozpaczliwie staramy się bronić. Zamiast wyjść na osobę nieomylną, wychodzimy na małostkowych egoistów, dla których podtrzymywanie iluzji ich nieposzlakowanej opinii liczy się bardziej niż dobro relacji. Zatem jeśli nigdy dotychczas nie pozwoliłeś sobie na szaleństwo uczciwej samokrytyki – spróbuj już dziś! ? W oczach Twojego partnera zobaczysz wdzięczność, szacunek i zaufanie. Może nadal nie jest to romantyczna śmierć w oceanie (patrz punkt 6), ale i tak chyba warto.

    Powodzenia!

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *