Jeżeli prawdą jest, że na każdego z nas czeka jego własne piekło, starannie spersonalizowane według aktualnych anty-preferencji i fobii, to na mnie czeka moje własne piekło decyzyjne.
Miejsce, w którym nieustannie coś z czymś porównuję, a każdy dokonany wybór pociąga za sobą konieczność trzech kolejnych i geometryczny wzrost dostępnych możliwości. A przy tym wszystkim, na wielkim ekranie w technologii 3D wyświetla się nieustanie, widoczny z każdego miejsca, film o wszystkich niewykorzystanych szansach, które ominęły mnie w wyniku przyjętych rozstrzygnięć. To piekło nazywa się “życie” i trwa, dopóki nie nauczymy się, że podejmowanie decyzji nie musi być torturą, lecz może być narzędziem sprawowania kontroli nad własnym losem i wzmacniania poczucia sprawstwa, a tym samym – własnej wartości.
Jak zatem należy podejmować decyzje, aby stały się źródłem naszej siły?
Bez pośpiechu.
Dokonywanie wyborów pod wpływem impulsu jest trochę jak gra w rosyjską ruletkę: niby może się udać, ale może się też nie udać, a już na pewno nie Ty o tym decydujesz. Jeśli nie wiesz, o czym mówię, przypomnij sobie, jak byłeś na zakupach w Tesco z pustym żołądkiem i jak się później zastanawiałeś, skąd w szafce nad zlewem pięć puszek szprota w pomidorach. A przecież nawet nie lubisz ryb.
Bez przesady.
Przeciwieństwem decyzji podejmowanych impulsywnie są decyzje niepodejmowane wcale ze względu na ustawiczne odkładanie ich do czasu, aż rozpatrzymy każdą możliwą kombinację konsekwencji. Tak, jak działanie pod wpływem chwili ogranicza wpływ naszego rozumu, uwagi i pamięci, tak obsesyjne analizowanie wszystkich “za” i “przeciw” ogranicza w ogóle jakikolwiek ruch. Za skłonnością do nadmiernego roztrząsania kryje się zwykle: 1) nadmierny lęk przed popełnieniem błędu, 2)perfekcjonizm, przejawiający się w myśleniu, że dysponujemy zbyt małą ilością danych, żeby podjąć decyzję, 3) fałszywe przekonanie, że do podjęcia decyzji niezbędna jest absolutna pewność. Warto zatem dać sobie czas do namysł, nie warto jednak odwlekać decyzji, próbując przewidzieć wszystkie jej konsekwencje. Dlaczego? Z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze jest to zwyczajnie niemożliwe. Po drugie zaś: kiedy Ty zbyt długo się zastanawiasz, zmiana i tak się wydarza, tyle że bez Twojej kontroli.
Bez przekonania, że dobra decyzja to decyzja bez wad.
Jest taki piękny cytat z czasów kultowego Za Chwilę Dalszy Ciąg Programu: “Nie ma sytuacji bez wyjścia, a jak już jest, to trzeba zadowolić wszystkich”. Cytat niezwykle śmieszny, do czasu aż nie zdamy sobie sprawy, że najczęściej właśnie tego oczekujemy od siebie i swoich posunięć.
Tymczasem idealnych rozwiązań nie ma. Są natomiast rozwiązania optymalne, które, owszem, posiadają wady, ale takie, o których można powiedzieć, że: jest ich mniej niż w przypadku innych rozwiązań są odwracalne lub dają się niwelować do pewnego stopnia nie godzą w wyznawane przez Ciebie wartości i nie przekreślają Twoich priorytetów współwystępują z korzyściami, które przewyższają korzyści rozwiązań alternatywnych. Decyzja sprowadza się zatem nie tyle do znalezienia wyjścia idealnego, co do zminimalizowania strat i zmaksymalizowania zysków. I uwierz mi, że uznanie, iż strata jest immanentną cechą wyboru to jeden z przełomowych momentów w życiu.
Bez żalu.
O ile podejmowanie dobrych decyzji wymaga nieco zachodu, o tyle wystarczy jedna złota zasada, która każdą podjętą decyzję niezwłocznie uczyni złą. Zasadą tą jest dokonanie wyboru a następnie zafiksowanie się na korzyściach związanych z odrzuconą opcją.
Nawet jeśli podejmując decyzję nie masz co do niej stuprocentowej pewności (bo i mieć nie możesz, patrz punkt 2), to kiedy już ją podejmiesz, zrób wszystko, żeby w nią uwierzyć. Nieustanne podważanie swoich wyborów działa jak samospełniająca się przepowiednia, pamiętaj więc, że najlepsza decyzja to taka, którą wspierasz, a nie sabotujesz. Zamiast rozpaczać po utraconych szansach, skup się na tych, które wybrałeś – jeśli poświęcisz im całą swoją uwagę, na pewno będziesz umiał dobrze je wykorzystać.
Bez pytania innych o zdanie.
No dobra, można pytać o radę. Ale jak ognia wystrzegaj się utartego “a co ty zrobiłbyś na moim miejscu?”. Jest to wprawdzie doskonałe narzędzie do zrzucania z siebie odpowiedzialności, ale przy podejmowaniu dobrych decyzji – niestety, zupełnie nieskuteczne.
Dlaczego? Dlatego, że osoba, którą pytasz o zdanie, nie jest Tobą, po prostu. Tym samym to, co dla niej dobre, nie musi być dobre dla Ciebie. I nawet jeżeli oboje będziecie mieć najlepsze intencje, będą one prawdopodobnie jedynym, co Was łączy. Wszystko poza nimi, czyli mocne strony, słabości, lęki i oczekiwania, to już Wasze indywidualne charakterystyki. Dlatego lepiej kierować się własnymi.
Mam nadzieję, że dzięki tym wskazówkom podejmowanie decyzji stanie się dla Ciebie źródłem siły.
O ile oczywiście zaczniesz od decyzji o wprowadzeniu ich w życie 😉

