Miłość jako przemoc kulturowa: jak społeczeństwo tresuje kobiety do bycia emocjonalnym zasobem

Często mówi się, że kobiety mają „naturalnie” więcej empatii. W rzeczywistości to nie takie proste. Kultura i biologia splatają się tutaj w zaskakujący sposób.

Z jednej strony, to prawda: Kobiety historycznie częściej opiekowały się niemowlętami, które nie potrafią jasno zakomunikować swoich potrzeb. Płacz dziecka może oznaczać głód, ból, zmęczenie, strach — i to właśnie empatia pozwala matce „zgadywać” stan emocjonalny i fizjologiczny dziecka, zanim ono samo będzie w stanie mówić. Ta zdolność do intuicyjnego odczytywania sygnałów, często na poziomie mikrogestów czy tonu płaczu, była ewolucyjnie wzmacniana i przekazywana dalej, bo zwiększała szansę przeżycia potomstwa.

Z drugiej jednak strony zapominamy, że empatia to nie tylko wrodzony przymiot. To również społeczny nakaz. Dziewczynki od dziecka uczone są troszczyć się o emocje innych: „nie płacz, bo mama będzie smutna”, „ustąp, bądź grzeczna”, „pociesz kolegę”. Chłopcy słyszą coś zupełnie innego: „nie mazgaj się”, „weź się w garść”, „bądź twardy”.

Efekt? W dorosłych relacjach to kobiety stają się regulatorem afektu: to one „rozmawiają o związku”, „czują, że coś jest nie tak”, „pytają, co się dzieje”. To one czytają nastrój partnera, gaszą konflikty, łagodzą napięcia. Mężczyźni często nie są nawet uczeni, że potrzeba kontaktu emocjonalnego istnieje, ani jak ją wyrazić.

W ten sposób empatia zamienia się w jednostronną pracę emocjonalną. Kobieta staje się nie tyle partnerką, co „emocjonalnym zasobem”: darmowym terapeutą, regulatorem nastroju, amortyzatorem złości i frustracji. Miłość staje się formą przemocy kulturowej, bo od jednej płci oczekuje się nieustannego opiekuńczego wysiłku, a drugiej — przyzwala na emocjonalny analfabetyzm.

I tu pojawia się pytanie: gdzie kończy się empatia, a zaczyna eksploatacja?
Być może tam, gdzie troska o drugiego całkowicie przesłania troskę o siebie.
Tam, gdzie jedna strona uczy się, że ma prawo do gniewu, wycofania, ciszy, a druga, że ma obowiązek to „udźwignąć”.

Prawdziwa bliskość zaczyna się dopiero wtedy, gdy obie strony biorą odpowiedzialność za własne emocje. Empatia nie powinna być rolą przypisaną płci, ale wspólną kompetencją — inaczej miłość nie jest równą wymianą, tylko cichym wyzyskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *